piątek, 10 kwietnia 2015

Od Neytiri CD Sarana

Od Neytiri CD Sarana
Tak, muszę przyznać że odzwyczaiłam się od rozmowy z innymi wilkami, dlatego nie miałam nic do powiedzenia. Szczerze, byłam przekonana, że przydałby się mi przyjaciel lub chociaż znajomy, jednak nie mogłam zebrać się na siły by zapytać o to Sarana. Wydawał się miłym i odpowiednim na przyjaciela wilkiem.
Kiedy wstał i zaczął odchodzić, również szybko wstałam chcąc go jeszcze na chwile zatrzymać.
-Idziesz już? Poczekaj, mam sprawę do ciebie…- rzuciłam pierwszymi słowami, które wpadły mi do głowy. Westchnęłam cicho wpatrując się w niego świecącymi, zielonym kolorem oczami.
- Chciałbyś... Się ze mną zaprzyjaźnić? - zapytałam niepewnie.
- Dlaczego nie? - wilczur zamachał lekko ciemnym ogonem spoglądając w moją stronę. Odetchnęłam. - ale teraz mam jeszcze parę obowiązków.
- Nie ma sprawy. - uśmiechnęłam się delikatnie. Nie chciałam wyjść na głupią i dziwną przez moją małomówność z innymi, jednakże moje myśli są bardziej bogate w rozmowy.
Basior zaczął się oddalać, a ja usiadłam i wpatrywałam się w niego jeszcze przez chwile. A może mogłabym mu w czymś pomóc? Pewnie idzie patrolować teren...- zaczęłam się domyślać. Co do czujności byłam w tym całkiem dobra.
Kiedy Saran zniknął z mojego horyzontu widzenia, zerwałam się i pobiegłam z powrotem w jego kierunku, jednakże musiał gdzieś skręcić, bo nie mogłam go znaleźć.
Usłyszałam szelest. Byłam przekonana, że to on gdzieś się tu szwęda.
- Saran? - rzuciłam pytająco stojąc w miejscu. W odpowiedzi usłyszałam ciszę. Spuściłam pysk ku ziemi przymykając wilcze ślepia. Słyszałam... Cichy, starający się zamaskować oddech... To nie był nikt z naszych. Ustawiłam się wprost bezszelestnie w pozycji zwanej przeze mnie bojową, której bardzo często używałam na polowaniach przed atakiem i zamachałam chytrze jasną kitą.
- Jesteś mój. - odezwałam się krótko po czym z głośnym wilczym warknięciem przypominającym nieco odgłos bestii rzuciłam się na ofiarę... Wilk miał ciemnobrązowe barwy i starał się wymknąć, ale nic z tego. Podczas szybkiego biegu wybiłam się silnymi łapami w skok i wylątowałam na szpiegu, który pod wpływem mnie upadł jak długi na ziemię.
Zawyłam dziko, jak zawsze kiedy kończę polowanie, oczywiśnie odruchowo... Starałam się utrzymać na ziemi basiora grożąc mu za chociażby jeden ruch ostrymi kłami i pazurami.
Mogę się założyć, że ten atak słyszała chociaż połowa lasu...
I nie zdziwiłam się, kiedy na miejscu zobaczyłam Sarana.

(Saran?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz