Jak Dark mógł się na to zgodzić? Nie dostrzegł, jaka ona jest? Zabijać potrafi każdy, ale bycie mordercą wymaga czegoś więcej niż wysokich umiejętności. Wątpię, że Ivette podoła temu zadaniu, i na jedyne co mogę liczyć, to aby nie prędko trafiło się jej zadanie.
Pobiegłem za nią, mając nadzieję, że uda mi się wbić jej nieco rozumu do głowy.
Dogoniłem ją, kiedy zatrzymała się nad brzegiem jeziora magmy. Stojąc kilkanaście metrów dalej, czułem bijące od niego gorąco. Teraz, zaledwie dwa susy od niego, temperatura była ekstremalnie wysoka. Żaden wilk, bez odporności na wysokie temperatury, nie byłby w stanie stać tak blisko.
Iv patrzyła się zafascynowana na będącą w ciągłym ruchu powierzchnię jeziora.
-Znowu za mną łazisz? Czego znowu ojczulku?- warknęła sarkastycznie.
-Chciałbym cię prosić, abyś przemyślała swoją decyzję- starałem się uchwycić jej spojrzenie, lecz ona wolała podziwiać lawę.
-A co? Zazdrosny? Ja jestem kimś ważnym, moja praca to jest coś! Nie to co ty…
-Właśnie, twoja praca jest bardzo ważna. Nie jestem pewny, czy jej podołasz…
-Może ty nie dałbyś sobie rady, ale ja tak!- Ivette wpatrywała się we mnie rdzawymi oczami –Za chwilę Ci pokarzę, na co mnie stać!
Posłała w moją stronę ogniste pociski. Nawet nie zadałem sobie trudu, aby przed nimi uskoczyć. Z sykiem uderzały w moją pierś, łapy, pysk, nie wyrządzając mi najmniejszej krzywdy.
-Iv, uspokój się!- krzyknąłem, krok po kroku przybliżając się do wadery.
-Zabiję cię, słyszysz?!- wydarła się na całe gardło.
Z jej piersi doszedł do mnie głuche warczenie. Zdała sobie sprawę, że ogień nie wyrządzi mi krzywdy. Jednym susem doskoczyła do mnie, w locie rozcapierzając pazury. Chwilę przed tym, jak wbiła mi je w bark, zobaczyłem truciznę skapującą z ich końców. Zębami starała się pochwycić mój kark, ale długa kryza jej to uniemożliwiało. Stałem niewzruszony, kiedy starała się przeorać łapami mój grzbiet, ale skórę mam niczym zbroja, nie przebije się. Wiedząc, że Iv opada z sił, złapałem ją za kark i jednym gwałtownym ruchem powaliłem na ziemię. Bezceremonialnie przygwoździłem ją swoim ciałem. Już otwierałem pysk, aby przywrócić jej rozsądek, kiedy napluła mi prosto na język.
-Myślisz, że jesteś taki potężny, matole?- nie przestawała się wiercić, próbując zranić mnie w podbrzusze –Za chwilę będziesz leżeć martwy u mych stóp!
Patrzyła się na mnie z nienawiścią. Odpowiedziałem jej pytającym spojrzeniem.
-Mogę wiedzieć dlaczego?- spytałem chłodno.
-Trucizna w mojej ślinie już cię zabija, za chwilę będziesz wił się i pluł krwią!!!
-Nie sądzę. Jestem odporny na wszelkie jady- odparłem beznamiętnie.
Ivette przestała się kręcić. Z jej spojrzenia zniknęła cała butność.
-Ale, ale…- po raz pierwszy zabrakło jej słów.
-Pogódź się z tym. Jestem od ciebie silniejszy, twoje ogniste ataki ani trucizna nie wyrządza mi krzywdy.
-Nie, nie, NIE! Ty zasrany idioto! To niesprawiedliwe, to nie fair, słyszysz?! Puszczaj mnie, a gołymi łapami kark ci skręcę!- groziła mi, ale w jej głosie pobrzmiewała desperacja.
Próbowała mnie zwalić z siebie, wyciągnąć pazury lub ugryźć mnie w twarz. Na nic. Po kilku minutach przerwałem jej idiotyczną próbę wyrwania się.
-Chciałem jedynie porozmawiać, ale jeżeli nie potrafisz zachowywać się jak na kulturalnego wilka przystało, będziesz musiała mnie wysłuchać w tej pozycji.
-Złaź ze mnie zboczeńcu!
-Jak tylko mnie wysłuchasz, spełnię twoją prośbę.
-Nigdy mnie nie zmusisz do uległości!
-Nie chcę żebyś była uległa, tylko ROZSĄDNA! Ja też władam ogniem i ja też mam zatrutą ślinę. A Ty? Jesteś odporna na mój jad?
Ivette zamilkła.
-Chciałem tylko z tobą porozmawiać, a ty rzucasz się na mnie jak dzikus lub smarkacz- nie potrafiłem ukryć zniesmaczenia –Żyjemy w Klanie, w cywilizowanym świecie, albo się ogarniesz, albo Alfa w końcu zapisze cie na lekcje etykiety. Sądzę, że to wydarzenie uzmysłowi ci, dlaczego nie chciałem, byś została morderczynią.
<Ivette?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz