- Mogłabyś sobie na to sama przecież odpowiedzieć – wzruszyłem ramionami – Skoro oboje żywimy do siebie jakieś uczucie, chyba logiczne, że jesteśmy teraz partnerami. Innym wilkom nic do tego, a nawet jeśli to wiesz o tym, że będą Cię teraz traktowały jak Alfę?
- Alfę?
- No… tak. Technicznie rzecz biorąc, dopóki jesteś u mojego boku jesteś Alfą. Des… jesteś moją brakującą częścią, razem jesteśmy lepsi. – uśmiechnąłem się a wadera spojrzała na mnie jak na wariata, w sumie to jej się nie dziwię jakoś dziwnie to zabrzmiało.
Machnąłem łapą, zresztą nie ważne. Liczy się to, że ją kocham… i to bardzo. Spojrzałem na jej dwa, długie warkocze które spływały po prawej stronie karku. Trąciłem jednego z nich, lekko się przy tym uśmiechając. Wadera zmarszczyła lekko nosek, co wyglądało dosyć słodko. Drugą łapą odgarnąłem grzywkę z jej lewego oka. Denerwowało mnie to, że jej niesforne białe włosy przeszkadzały mi w spoglądaniu w jej przepiękne oczy. Przez chwilę tak spoglądałem na nią, a kiedy na jej pyszczku pojawiły się niemal niewidoczne rumieńce odsunąłem się. Trąciłem ją łbem w bok, dając znać, żeby szła za mną. Przytaknęła po czym z początku niepewnie ruszyła za mną. Nie wiem czemu, ale coś mnie tak na spacer naszło. A może to zwykły obchód Alfy? Nie, raczej nie. Przystanęliśmy dopiero wtedy, kiedy natrafiliśmy na ogromną łączkę pełną kwiatów. Zaśmiałem się po czym wskoczyłem w głąb różowych kwiatków, nie sądziłem, że trawa jest tak wysoka więc kiedy ''przykucnąłem'' prawie w ogóle nie było mnie widać. Nie wspominając już o Descartes. Jej to nie było widać nawet jak stała. Kiedy wyłoniłem się z trawy, widok przysłaniały mi płatki kwiatów.
- Wyglądasz jak... nie powiem kto - wadera się zaśmiała
- Hę? Gdzie ty jesteś?
Nagle poczułem jak coś, a raczej ktoś podciął mi łapy i upadłem na ziemię, ryjąc pyskiem o ziemię. Boże jak ja ją kurde kocham... jak ja ją kocham. Spokojnie Ronin, bez strat w członkach.
- Naprawdę, chcesz zginąć kochanie? - uśmiechnąłem się jak wariat patrząc w jej oczy
Wadera pokazała mi język po czym zniknęła w wysokiej trawie, ucieka przede mną? Nie wyjdzie jej to! Szybko wstałem po czym ruszyłem za nią w pościg, co prawda nie widziałem ją ale czułem... więc ostatecznie może ją złapię. Kiedyś.
(Descartes?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz