-SARAN!!- krzyknęłam i padłam. Tylko tyle pamiętałam
~
Obudziłam się u siebie w łożu. O dziwo- pamiętałam wszystko i nic. Nie pamiętałam co się stało, co wydarzyło się w chwili krzyczenia, ale pamiętałam co krzyczałam i jak krzyczałam. To był krzyk... przerażenia. A imię? Imię to brzmiało Saran.
Powoli wstałam. Rana- prawie zagojona, bolała bardzo, więc zapewne musiałam coś sobie wtedy zrobić. Wyszłam na korytarz. Nikogo nie było- cisza była przerażająca. Przeszedł po mnie delikatny dreszcz. Niemiły dreszcz. Powoli przeszłam przez drzwi Sythe i zobaczyłam to. Co? Darkness'a, Sarana, strażników i wilki. Basior z klanu Wody wyglądał na naprawdę wkurzonego. Poza tym wyglądał nieco inaczej. Jego futro było czerwonawe, a grzywka była jednym wielkim płomieniem. Nie wiedziałam co się działo. Potruchtałam do nich, bo ból nie pozwolił mi na bieg. Podbiegając do Aine, do Jane, do Inafa nie dowiedziałam się nic- każdy odsuwał się ode mnie powoli, udając że nie słyszą. To nie. Weszłam do małej szczeliny między wilkami aby usłyszeć słowa Darkness'a. Krzyczał do Sarana obraźliwe słowa, pytał jakim prawem wkroczył na jego tereny. Ten tłumaczył się że usłyszał wołanie o pomoc, a że swój honor ma- pomóc musiał, nie ważne czy to wadera z klanu ognia, basior z klanu wody czy omega czy alfa. Pomóc chciał, więc pomógł.
Nie mogłam tego słuchać. Darkness tłumaczył Saranowi że gdyby nie był tak myślący, Saran dawno by już nie żył. Sojuszu między Klanem Ognia a Klanem Wody nie ma, jest wręcz wojna. Podeszłam do Darkness'a, powiedziałam mu że gdyby nie on- straciłby przywódczynię polowań. On popatrzył się na mnie groźnie i ostrzegająco. Nie wzruszyłam się tym- nie jestem jakimś tchórzem, mam swój głos. Strażnicy puścili Sarana, ten popatrzył się na mnie i zwiał. Po prostu sobie zwiał.
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, ale byłam tak głupia że poszłam wieczorem tam, gdzie spotkałam się z nim przed tajemniczym wypadkiem. Musiałam dowiedzieć się co się stało. Nie jestem tak nienormalna, żeby nie wiedzieć co tak naprawdę się tu kroi. Ostatnia sytuacja z Jane mogła mieć coś wspólnego. Może to osoba która zatruwa wodę? Może to jej wspólnik?
Poszłam. Nie zwracałam uwagi na konsekwencje. Jeśli Darkness chciałby mnie wywalić- nie dość że zrobiłby to już dawno, a ja poszłabym do Klanu Mysterious Thoughts albo Everything. A wtedy on straciłby świetną przywódczynię polowań, a zarazem zimną szma*ę.
Gdy powoli dotruchtałam( rana ciągle bolała, cho*era- mogłaby już odpuścić), Saran siedział skulony przy drzewie. Podeszłam do niego. On popatrzył się na mnie i powiedział:
<Saran?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz