sobota, 4 kwietnia 2015

Od Izaline CD Tempsent`a

 Po tak obfitym posiłku niemal natychmiast udałam się do swojej jaskini, że chociaż troszkę sobie odsapnąć. Najchętniej, to ucięłabym sobie krótką drzemkę... nie! Od kiedy ja jestem taka leniwa? Mam jeszcze przecież tyle do roboty w Klanie, chociaż i tak mniej niż większość wilków. No bo co może robić wojowniczka, podczas sojuszu? Trenować. Przeczekałam jakąś godzinkę, po czym wybiegłam ze swojej jaskini kierując się w okolicę gór. Ostatnio odkryłam tam dosyć sporo stad gryfów, składających się od trzech do nawet i dwudziestu osobników. Właśnie dzisiaj, zamierzałam wybrać sobie jedną z tych grupek na trening. Oczywiście nie zamierzałam je mordować, jedynie ''podenerwować''. Przywołałam swoje dosyć duże skrzydła, w stosunku do swojej drobnej postury i odbiłam się od ziemi, energicznie machając skrzydłami zostawiając po sobie kilka połamanych krzaków. W sumie nie wiem dlaczego gryfy... może dlatego, że nie są one tak silne jak smoki i słabe jak niedźwiedzie? Z uśmiechem na pysku przyspieszyłam, wznosząc się coraz wyżej i wyżej. Ogromnym minusem tych gór było to, że są one okropnie wysokie i jest tutaj strasznie zimno. Jednak zdążyłam się już przyzwyczaić do tak niskich temperatur. Już miałam się zacząć dziwić, co jest tak cicho kiedy usłyszałam kilka donośnych odgłosów. Z małych jaskiń osadzonych wiele kilometrów nad ziemią, wyleciało z pięć gryfów. Uśmiechnęłam się ukazując swoje kły, jeszcze bardziej przyspieszyłam, wznosząc się coraz wyżej i wyżej. Wiedziałam, że te stworzenia mnie gonią. Były coraz bliżej... kiedy uznałam moment za stosowny, zrobiłam fikołka w powietrzu i zaczęłam nurkować w dół. Złapałam za jedno ze skrzydeł gryfa który był pierwszy. Zwierze było jakieś trzy razy większe ode mnie, więc nie od razu zaczęło spadać. Dopiero wtedy, kiedy zaczęłam się wgryzać w jego łopatkę.
Cztery...
Gryfy jakby zrobiły się lekko zdezorientowane, wykorzystałam ten moment, żeby zmylić jednego z nich. Zaczęłam wokół niego latać z taką prędkością, że po chwili już nie potrafił się zorientować gdzie jestem. Kręcił się w tę i we w tę ale i tak nie mógł mnie namierzyć. Kiedy zaczynało mi się to powoli nudzić, zanurkowałam w jego kierunku i wczepiłam się w jego klatkę piersiową. Zwierzę zaczęło się szamotać i drapać mnie po plecach, jednak i tak nie wyrządziło mi zbytniej krzywdy moje skrzydła były silne. Skupiłam swoją siłę w łapach po czym trzymając je na gryfie, odepchnęłam go z ogromną siłą podmuchem wiatru. Gryf z głośnym skrzekiem odleciał daleko tracąc kontrolę nad swoim lotem. Może jakieś kilka kilometrów niżej powinien już to opanować? Jedno jest pewne, za równo on jak i wcześniejszy gryf już tu nie wrócą, gryfy takie są, przegrały nie wrócą do zwycięzcy... ale tylko tym razem.
Trzy...
I teraz nastąpił nagły przełom w zachowaniu gryfów, stały się bardziej agresywne i zaczęły atakować na poważnie. No nareszcie zaczyna się zabawa! Śmiejąc się zaczęłam unikać ich ciosów, które byłyby dla normalnego wilka za częste i zbyt gwałtowne. Jednak dla kogoś na moim poziomie, była to błahostka. Jednak chyba nawet ja czasami przeliczam swoje umiejętności. Jeden z gryfów niebezpiecznie przyspieszył i tym razem to ja zostałam wytargana za skrzydło. Podrzucił mnie wysoko do góry tak, że nie mogłam się zatrzymać a robiłam obroty w powietrzu. Kręciło mi się w głowie od tego wszystkiego... nagle się zatrzymałam. Przez kilka ułamków sekundy mogłam odetchnąć z ulgą, jednak już po chwili znowu zaczęłam spadać. Koniec! To ja z nimi wygram, nie one ze mną... Gryf który potraktował mnie tak okrutnie, już po chwili tego pożałował. Łapami odbiłam się od jego dzioba tak, że się aż złamał. Gęsta ciemnoczerwona krew zaczęła spływać po jego ciele, stworzenie z bólu uderzyło aż o kraniec góry, łamiąc sobie skrzydło. Po chwili z rykiem znowu zaczęło spadać z dół, pazurami starał się spowolnić upadek. Po chwili się zatrzymał, jednak jakim okrutnym sposobem... Jedno z jego skrzydeł nabiło się na wystającą skałę. Masa krwi zaczęła tryskać na wszystkie strony, a potężne zwierze zaczęło w panice niespokojnie wierzgać. Jeden z gryfów zleciał niżej, żeby mu pomóc.
Dwa i jeden...
Ostatni gryf ryknął ostrzegawczo tak, że aż mnie uszy zabolały. Posłałam mu groźne i pełnie nienawiści spojrzenie, w momencie kiedy mieliśmy się ze sobą zderzyć. Niebo przeszyła błękitna błyskawica przelatująca tuż między nami. Zarówno ja jak i zwierzę zaczęliśmy z wrzaskiem spadać w dół, pozbawieni jak na razie możliwości lotu. Jedyne co byłam w tym momencie w stanie usłyszeć, to to jak moje serce niespokojnie łomocze o moje żebra, tak jakby się chciało wyrwać. Kątem oka spojrzałam na gryfa... który już nie żył. Spadaliśmy równo, a do tego żebyśmy się roztrzaskali wcale nie wiele brakowało. Z moich skrzydeł zaczęły ulatywać pióra, czyli jednak oberwałam...i to nieźle co? Z czasem gdy zmysły zaczęły mi powracać, zaczęłam słyszeć świst wiatru oraz czuć zapach spalenizny. Teraz pytanie, czy śmierdzi tak gryf czy również i ja? Zamknęłam oczy i zacisnęłam mocniej szczęki, gotowa na przeraźliwie bolesny upadek. Upadek faktycznie bolał, ale nie sądziłam, że przeżyję. Akurat się poszczęściło i wpadliśmy do wody. Pomińmy fakt, że po uderzeniu plecami o wodę z płuc wyleciało mi całe powietrze i prawie się utopiłam. Jednak jakoś udało mi się dopłynąć do brzegu, po ciele gryfa nie było już nawet śladu. Woda gdzieś je zmyła.

(Tempsent? Miała być akcja to jest akcja xD) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz