Postanowiłem zagrać chojraka i sam wyruszyłem na zbadanie terenów klanu. Jak się okazało, był to jeden z moich wielu złych pomysłów. Olbrzymie drzewa mnie przytłaczały, zrezygnowałem nawet z pogwizdywania. Niepewnie szedłem przed siebie, mając nadzieję, że trafię na jakąś ścieżkę. Szedłem spory kawałek drogi i czasu, kiedy wyczułem, że nie jestem już sam. Zakradłem się po cichu, uważając aby żadna złamana gałązka mnie nie zdradziła. Ostrożnie wyglądając między gałązkami krzewu dostrzegłem białą waderę, z czarnymi pręgami na grzbiecie. I moją ścieżkę.
Nie jestem tchórzem. No, może trochę. Po prostu nie lubię używać siły, zwłaszcza, że jestem wątłej postury i żeby wygrać walkę musiałbym wyssać wodę z przeciwnika, a nie do końca umiem nad tym panować.
Dlatego też, zamiast wyjść i się przywitać, śledziłem wilczycę pod osłoną drzew i innego zielska. Musiałem jednak zdradzić się jakimś nieostrożnym ruchem, ponieważ zatrzymała się, wpatrzyła się w miejsce, w którym się kryłem i powiedziała coś. Za diabli nie wiem co. Lecz po chwili powtórzyła:
-Wyjdź z ukrycia!
Co miałem zrobić? Wziąłem głęboki wdech i na pozór swobodnie wyszedłem jej naprzeciw.
-Witaj, mów mi Remi, od niedawna należę do klanu Mystrious Thoughts, wybacz, że wcześniej ci się nie pokazałem, ale chciałem podszkolić się jako super-ultra-tajny-szpieg, a ty byłabyś moim pierwszym wilkiem do rozpracowania- zacząłem swoim zwyczajem nawijać –ale nie bój się, choć po pradzie nie wyglądam strasznie, ale może jesteś nieśmiała, ale nie mówię, że tak…
Wziąłem głęboki wdech. Wadera przyglądał mi się sceptycznie.
-Zgubiłem się, możesz mi pomóc trafić do centrum klanu?
<Quenli?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz