środa, 15 kwietnia 2015

Od Klaris do Kid`a

Nie przeszkadzało mi milczenie basiora. Ja sama również miałam sporo spraw do przemyślenia. Kiedy w końcu miałam szansę przestać udawać, wybrałam watahę, w której muszę przybrać maskę. Znowu będę musiała się kryć, lecz tym razem, jak na ironię, to żywioł Wody będzie moim oficjalnym. Trudno mi będzie pogodzić się z odsunięciem Światła, ale jak powiedziałam a, to musze powiedzieć też b. Z resztą, jak już się zaaklimatyzuję, i zdobędę zaufanie Alfy, lub innego członka watahy, poruszę tę delikatną kwestię.
-Wybacz, że ci przerywam, lecz mam do ciebie kilka pytań- powiedziałam delikatnie, nieśmiało mu się przypatrując –dostałam się do świątyni, lecz nie wiem, gdzie znajdują się pokoje, spichlerz, ani co miałabym robić.
-No tak- Kid całkowicie otrząsnął się z melancholii- W drodze do jaskiń wszystko ci wyjaśnię.
Spokojnie opuściliśmy świątynię, ale inną drogą niż tutaj przyszłam. Słuchałam uważnie Alfy, zapamiętując jak najwięcej. Lecz oczy do słuchania niepotrzebne, dlatego uważnie lustrowałam okolicę, aby zapamiętać drogę. Szliśmy krętymi, wąskimi ścieżkami przez mokradła. Co jakiś czas musieliśmy przeskakiwać z wysepki na wyspę, lub posługiwać się zmurszałymi pniami przewalonych drzew jak mostem. Co jakiś czas zadawałam niewinne pytanie, czy prosząc o poradę, w jakim zawodzie najlepiej się sprawdzę. Zapytana o swoje umiejętności, o mało się nie wygadałam, lecz udało mi się zamaskować pomyłkę. Wyjawiłam mu, że mam bystry wzrok, oraz umiejętności typowe dla wilka Wody.
-I twoje futro świeci- zwrócił mi uwagę.
Nie dało się tego nie zauważyć, zwłaszcza teraz. Było już ciemno. Drzewa rosnące na malutkich wysepkach były smukłe i niezwykle wysokie. Rozgałęziały się przy samy czubku, tworząc szczelny baldachim. Jednak, wraz z zapadnięciem zmroku, orzyło tysiące owadów. Świetliki. Niejednokrotnie widziałam te świecące owady, lecz na terenie Klanu Wody były one o wiele większe, oraz mocniej świeciły. Lecz najjaśniej lśniłam ja. Kid zaproponował mi stanowisko wypatrującej, póki co nikt nie pełnił tej funkcji. I tak nasza rozmowa zeszła na innych członków klanu.
Drugim najważniejszym wilkiem po Alfie był Ao, Beta, pełniący funkcję obrońcy. Gammą tego klanu był Saran, strażnik świątyni. Było dużo zwykłych członków; Luta, Thunder, Salinna, Hikari, Cobalt, Zar’roc, Neytiri. Kate była najniższa w hierarchii, Omega.
-Jutro wszystkich poznasz, teraz nie będę zwoływał zgromadzenia- poinformował mnie, co przyjęłam z ulgą.
-To dobrze, jestem z męczona i niesporo stałabym kolejnej „konfrontacji”- rzuciłam pół żartem, pół serio.
-Za chwilę dotrzemy na miejsce.
Wyszliśmy z mokradeł, przekroczyliśmy las, w którym płynęła niezliczona ilość strumyczków. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że widziałam skrzydlatego konia. Kid nie przejął się tym, mieli tu całkiem sporą populację pegazów.
Zrobiło się ciemniej, świetlików było mniej. Za to ja świeciłam coraz bardziej.
-Będziesz musiała brać dzienne zmiany. Wypatrujący powinien być niewidzialny dla otoczenia. W nocy stanowisz przeciwieństwo niewidzialności.
„Zdziwiłbyś się” pomyślałam, ale głośno przytaknęłam.
Była już głęboka noc, gdy w końcu dotarliśmy do jaskiń. Cichutko, aby nie obudzić reszty członków watahy, odprowadził mnie pod wejście do mojej nowej jaskini.
-Dobranoc- rzucił na odchodnym.
-Dobranoc- uśmiechnęłam się do niego ciepło.
Miałam szczęście, ze trafiłam właśnie na niego. Moja głowa buzowała pod natłokiem myśli, lecz zmęczenie uniemożliwiało mi racjonalne myślenie i gdy tylko się położyłam, od razu zapadłam w sen.
<Kid?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz