Przez ostatni miesiąc dużo się działo . Miałam dużo czasu do przemyśleń swoich czynów i słów Kida . Może naprawde jestem słaba ? Aż tak słaba .... Nie mogłam na to pozwolić. Czy jestem słabsza od Rainy? Mojej prababki? Od swojej matki Cris , od swojej siostry Mery ... Czy naprawde tylko on to zauważył? Nie wiem i chyba nie chce wiedzieć . Ale jedno wiem , bez jego wsparia nie dam rady dalej żyć . Czemu to tak wszysztko się dziwnie ułożyło? Dlaczego? Dlaczego to ja jestem jego ,,siostrą '' . Dlazego on nie chce tego zaakceptować? Miałam do Water tyle pytań i do samej siebie . Musiałam od nowa ułożyć swoje życie . Po tym jak urodziłam czwórke szczeniąt zaopiekuje się nimi troche ale nie na długo . Zauważyłam że Strike jest najsłabsza z nich . Pewnie tak by to powiedział Kid . Miałam małę obawy że ona nie przeżyje . Miała chude nogi . Nierówne uszy nie dodawały jej wdzięku . Do tego nie miała zrenic . Wygląndała jak dziwadło ale ją kochałam . Niedawno znalazłam w lesie dwa owczarki niemieckie . Jednego z nich podarowałam Strike a drugiego Jasmine , dałam drugiej córce . Miała czarne lśniące futro . Oczy żółtawe . Przpominała mi Kida ... No nic . Trudno teraz było mi polować . Czwórka dzieci na utrzymaniu , i zaro pomocy z niczyjej strony . Jedynie Mery . Mery opiekowała się nimi w czasie wolnym ale nie zawsze go posiadała . Matka nie żyje . Od rodziny Kida nie mam co oczekiwać . Oni pewnie nawet nie wiedzą o moim istnieniu . Najbardziej boje się jego matki . Ona może posunąć się za daleko i wygna z klanu moja rodzine w zemście wtedy zostaniemy całkiem sami ale jeszcze gorzej . Musiałam liczyć tylko na siebie . Lecz ... Musze oczynić coś czego zamiaru nie miałam . Zwróce się do Kida o pomoc . Może mi pomoże... Poszłam więc do jego jaskini . Zawachałam się . Łapa zatrzymała się w powietrzu kiedy uszłyszałam czyiś głos . ,, Kid'' pomyślałam .
- Co tu robisz? Mówiłeś ci już że nie chce mieć nic z tobą wspólnego . - Powiedział poważny . Jego brwi uniosły się w ostrym spojrzeniu . Po chwili zauważył że jestem wychudzona .
- Blue co cię tu sprowadza ? - Powiedział drugi raz ale już bardzij milszym tonem .
- Potrzebuje twojej pomocy . - Wilk zaprosił mnie do środka . Weszliśmy do kuchni . Niechętnie rozgościłam się .
- Mów .
- Więc ... zostałam sama bez niczyjej pomocy . Bardzo jej potrzebuje bo nie potrafie utrzymać mojej rodziny . Sam widzisz dlaczego tak wygląndam . - Powiedziałam pokazując na moje fragmenty wychudzonego ciała .
- Ale to nie moja sprawa . To twój problem . Nic nie zrobie że jesteś wychudzona a twoje szczeniaki siedzą głodne ... - Jak powiedział to na głos zgłupiał . Brzmiało to dziwnie i tak ,, upokarzająco '' . - Przepraszam ... Więc co odemnie oczekujesz? - Zapytał pełen obaw . W tym momencie poczęstował mnie czymś ciepłym . Nie widziałam co to , ale było smaczne i dobre .
- Chciałabym Cię prosić o zaopiekowanie się moimi szczeniaki podczas moim wypraw na polowanie . Muszę nagromadzić jedzenia chociaż wątpie że w takim stanie uda mi się zapolować na co kolwiek . Pewnie nawet jedno roczna zwierzyna przedemną ucieknie i to ranna . Jestem osłabiona . - Letko uniosłam głowe .
- Ale czemu akurat mnie o ot prosisz? Mam przecież rodzine . Mery nie może ci pomóc?
- No właśnie nie . Mery czasami je zabiera do siebie na godzine . Wtedy mam czas by się ogarnąć . -Na mojej twarzy było widać smutek i rozczarowanie .
- A ciotki? Przecież twoja matka miała dwie siostry co z nimi? - Teraz bardziej przybrał to do serca chociaż dalej czuł ,, nienawiść'' do mnie .
- One mnie nienawidzą . Tak samo nie lubiły mojej matki . Uważał że gdy jest córką Nicklasea... - i w tym momencie urwał mi .
- Jak możesz wspominać mego ojca ! - Wrzasnął .
- To też mój przodek ! - Krzyknełam równie głośno . Nagle do kuchni wbiegła jego matka .
- Kid kim ona jest? Ach nieważne . Powinna już iść bo my mamy dużo spraw do załatwienia . - Powiedziała wadera .
- Przyjde do Ciebie wieczorem ale najpierw musze wszysztko wyjaśnić i się zastanowić . - Odprowadził mnie do wyjścia . Z daleka było szłyszeć głos byłej samicy alfa ,, po co ona tu była?'' . Miałam nadzieje że nie powie o tym jej . Poszłam więc do jaskini . Próbowałam na coś zapolować . Zobaczyłam w odali w krzakach rannego zająca . Ledwo co machał łapą . Podbiegłam o ostatkach sił od niego . Niestety , uciekł . Jestem tak fatalna . Poszłam pozbierać myśli w świątyni . Przeszłam obok strażnika który zauważył mnie ale nie odezwał się ani słowem . Chyba widział moją akcje ... Usiadłam obok jakiegoś ,, dziwnego drzewa'' . Z sufitu spadały pojedyncze krople wody . Ich dźwięk był kojący ... Do tego dołończył się szum wiatru ... Szzzzzzz.....szuuuuummm.....Nagle uszłyszałam dźwięk który wybił mnie z równowagi . Ktoś obcy wszedł do świątyni i przy tym towarzyszył huk . Uciekłam . Wczesznym wieczorem wróćiłam od jaskini . Zobaczyłam wszędzie krew ... Na ziemi leżały trzy roszarpane ciałka . Upadłam na kolana . Gapiłam się na nie jak bym zobaczyła ducha .
- To nie jest możliwe.... to tylko sen ! To tylko zły koszmar ! - Krzyknełam . Rzuciłam się na ziemie . Przytuliłam trzy małe ciałka . Poczułam że jedno się jeszcze rusza . Był to mały basiorek . Ledwo zipiał . Wpadł w histerie . Poczełam płakać . Moje oczy byłe sałe w wodzie . Łapami zasłoniłam swoją głowe . Nagle uszłyszałam jak ktoś wchodzi był to Kid . Gdy zobaczył to wszysztko zamurowało go .
- Blue...?- Upewniał się czy żyje , cichym , przyjaznym głosem . Łapą łagodnie sturchnął mnie w zad . O ostałkach sił i wyczerpania nerwowego i psychicznego ledwo podniosłam głowe . Wskazałam łapą na ciałka dwóch nieżyjących młodych i jednego bardzo ciężo rannego .
- Co tu się stało? - Spytał chociaż sam wiedział już ze tego nie wiedziałam .- Szłyszysz to co ja? Jedno się schowała pod łóżkiem wpościeli . - Wyciągnął Strike . Mała biała wilczyczka płakała krwią . Nie mogłam dopuścić by się wykrawiła . Czyżby water zmieniłą moje dziecie w psa Mara ? Pewnie taka już bendzie na zawsze gdyż psy mara odzieczyczają wszysztkie cechy ich rasy ...
- kochanie moje strike ! - Przytuliłam się do mojej jedynej córeczki i chyba jedynego dzieczka które mi zostało .
- Kid ... - poczełam płakać młoda już przeształa . Czy ono żyje? - Kid przykucnął przy basiorku .
-Tak zabiore je do szpitala ale nie możesz tu zostać . - Widać było że ta sprawa go zainteresowała ale i toche wzruszyła . Było cuć jego sparcie ... - Pomógł mi wstać . Wyszłam z szczeniakiem wpysku z jaskini . Podążałam za Kidem i małym już nieprzytomym szczeniakiem . Doszliśmy do szpitala . Okazało się że ma ciężkie i to bardzo ciężkie obrażenia i bendzie kaleką . Chciałam przytulić się do Kida ale ob by mnie odepchał . Wtedy popatrzał się na mnie ze smutkiem i wspułczuciem .
~
Umierałam . Czułam jak jeszcze ledwo żyłam . Napastnik odszedł myśląc że nie żyje . Szczeniaki było biezpieczne w szpitalu . Nagle pojawił się Kid . Zatrzymał się sparaliżowany widokiem jaskini we mojej krwi i moim ciałem .
- Blue żyjesz... - powiedział ledwo co pytającym krótkim zdaniem . Na to odpowiedź padło głębokim wziecięm oddechu .
- Szczeniaki są biezpieczne . - Powiedział .
- Ja .... umieram ... proszę ... - podniosłam lekko głowe .
- Nie możesz umrzeć masz dwójke dzieci które Cię potrzebują .
- włagam ... zaopiekuj się nimi jak swoimi .... wyhowaj je ... prosz-głowa opadła mi na ziemie a lekka krew polała się z pyska . Umarłam... wyszłam z ciała na przeciwko Kida jako już duch . Kid siedział .
- Czemu umarłaś... czemu mi to zrobiłaś ... - powiedział patrzą na moje ciało .
- Chciałem się przeprosić za moje słowa... za to kiedy w dziecinstwie się na ciebie rzuiłem . Z A TWOJĄ BLIZNE... - ciągnął bez namysłu . Wzruszyło to mnie . Kropla mojej łzy i to prawdaziwej łzy spadła na głowe Kida gdyż pofrunełam nad nim .
- DESZCZ??? - Krzyknął jak by zaraz miał by zostać zaatakowany przez stado słoni...a raczej myszek . oś w sttylu ,, WTF???'' Widziałam na jego twarzy rozpacz a jenoszećnie wpółczucie i gniew .
< Kid dokończ i zamknij te opo i odkończ opo strike )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz