wtorek, 16 września 2014

Od Kanbana CD Juliette

Wadera wyglądała jakby się miała zaraz popłakać, dotknąłem jej ramienia. Pomijając fakt że nie przypominała mi Juliette, to z pewnością była ona. Czułem to.
-Nie martw się to, że ich tu nie ma to nie znaczy, że nie żyją. - spojrzałem jej w oczy, oczy które jakby nie były jej.
Odwróciłem swój wzrok i spojrzałem na drzewa, na żadnych nie było liści, nie z powodu tego, że była jesień, lecz z tego powodu że wszystkie był chore. Przywołałem znak który miał wyleczyć wszystkie drzewa, rośliny a nawet sprawić żeby woda nie była zatruta na terenach Klanu Everything. Przywołanie takiego znaku wiele mnie kosztowało. Zachwiałem się na łapach i upadłem do tyłu.
-Kanban, wszystko do..
-Puść mnie - wyrwałem Juliette łapę, wstając o własnych siłach
Wadera spojrzała na mnie zaskoczona a na jej pyszczku dało się wyczuć poddenerwowanie, zignorowałem je i spojrzałem znowu wokoło. Tym razem mój wzrok padł na jakiegoś wilka, leżał on w wielkiej kałuży. Wstrzymując się od krzyku i potykając o krzaczki, sturlałem się w dół i wylądowałem obok wilka.
-Kanban! Gdzie jesteś!? - usłyszałem nawoływania Juliette, widocznie musiała nie patrzeć się wtedy w moim kierunku kiedy spadałem
Nie odpowiedziałem jej, tylko wpatrywałem się z przerażeniem w zwłoki Zuko. Jej wyraz pyska zdradzał wiele. Wyglądała na przerażoną a równocześnie zdumioną. W łapie trzymała jakiś biały kryształek, podniosłem go i przyjrzałem mu się. W jego odbiciu zauważyłem za sobą jakiegoś białego wilka. Odwróciłem się ale nic się nie wydarzyło, jedynie zrobiło mi się chłodno.
-Kanban!! Gdzie jesteś!!??
-Tutaj! - odkrzyknąłem po paru sekundach nadal wpatrując się w kryształek

(Juliette?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz