
Gdy wadera wyszła mogłam się urządzić. Weszłam w głąb siebie szukając odłamka siedzącego w mojej duszy. Był umieszczony tuż obok serca. Wypuściłam lód na zewnątrz. Od moich łap zaczęły zamarzać następne odcinki groty. Skończyłam po jakiś 10 minutach. Efekt był piękny gdyż między skałami,a płytą stworzoną przeze mnie płynęła woda,a nawet neonki i jakieś rośliny rosły. Istne arcydzieło. Uśmiechnęłam się na ten widok. Rybki nigdy nie będą głodne,rośliny także nie będą niczego potrzebowały,a ściany nigdy się nie roztopią... Taka była kiedyś moc Kamile...teraz też moja. Dlaczego odeszłam? Uciekłam? Wtedy jeszcze mało rozumiałam. Niemal mnie zabiła gdybym nie były byśmy złączone umysłami i dyszami,lecz to się zmieniło po tym wypadku. Wyszłam rozejrzeć się po terenach i zapolować na coś. W lesie nieopodal zobaczyłam sporego łosia. Strzeliłam w niego soplami lody które wbiły się w zwierze,a te niemal natychmiast padło. Nie zauważyłam drugiego wilka chcącego zapolować na to samo zwierze. Gdy łoś padł,on/ona przeleciała nag nim i nie wyrabiając się z zaskoczenia upadł/a na wilgotną ziemię. Zamrugałam.
- Przepraszam. Nic ci nie jest.
Podeszłam do tego wilka/wilczycy.
<Ktoś?On/Ona /Ono?XD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz