Nie wiedziałem kompletnie o czym rozmawiać z waderą, szczerze to nie miałem zbytnio ochoty. Ostatniego czasu byłem zdołowany oraz zdenerwowany. Z mojego Klanu prucz mnie i moich dzieci, nikt nie przeżył. Świadomość o tym dobijała mnie każdej godziny, czemu to się musiało wydarzyć? Prawdopodobnie nikt tego nie wiedział.
-Uwaga! - z zamyśleń wytrącił mnie głośny pisk a potem coś walnęło we mnie od tyłu.
Zachwiałem się ale udało mi się zachować równowagę, spojrzałem poirytowany na uśmiechającego się Ronina.
-Ronin! - Krzyknąłem - ile razy mam ci powtarzać żebyś się zachowywał jak na przyszłego Alfę nastało...a zresztą, gdzie twoja siostra i brat?
-Miru się gdzieś wlecze - basiorek machnął ogonkiem - natomiast Hitachi...- zamyślił się - a już wiem! Poszedł na skał...tato kto to?
Moje bystre dziecko, dopiero teraz wykryło obecność wadery o ciemnawym futrze. Terra uśmiechnęła się do Ronina, na co szczeniak zareagował skomleniem.
Cofnął się kilka kroków do tyłu i w tym momencie zza krzaków, z głośnym okrzykiem bitewnym wyskoczyła Miru. Szczeniaki przeturlały się po trawie, głośno śmiejąc się.
-Dzieci, wystarczy.
Po tych słowach szczeniaki wstały i otrzepały się z trawy przekręcając łebki.
-To jest Terra, od dzisiaj będzie w naszym Klanie, macie być dla niej mili, zrozumiano?
Szczeniaki tylko grzecznie przytaknęły, po czym pobiegły w stronę jaskiń.
(Terra??)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz