Biegnąc przez tereny Klanu Ziemi napotkałem swoje przerażone dzieci, powiadomiły mnie o tym że Terra została porwana. Z początku nie chciałem w to uwierzyć, ale ponieważ nigdzie nie było ani śladu wadery, postanowiłem jej poszukać. Jednak zupełnie nie wiedziałem gdzie mam zacząć, a plątające się szczeniaki mi tego nie ułatwiały.
-Wiecie o czymś!? - zapytałem zdezorientowany
-Ja...- powiedział Hitachi - zdawało mi się, że poczułem wtedy obecność jakiegoś wilka. Jednak nie jestem pewien - zająkał się
-Dobrze... - powiedziałem - Ronin, ty tutaj zostajesz, wiesz co się dzieje jeśli bym nie wrócił, prawda?
-Ojcze?
Po tych słowach uśmiechnąłem się i poczułem jak odpływam. Zacząłem swobodnie dryfować, krążąc smętnie wokół tej pustki, czerni. W oddali dostrzegłem Terre, wyglądała okropnie. Była ledwo żywa, cała w krwi i cała we łzach. Zacząłem biec ku niej jednak ona jakby się oddalała. Spróbowałem ją zawołać, jednak w tej pustce nie słyszałem swojego głosu, wyciągnąłem łapę by móc jej dosięgnąć, jednak nie potrafiłem. Czyżbym zagubił się w czasoprzestrzeni?
Poczułem jak coś wręcz rozrywa moje ciało, wielki huk, swój krzyk i upadek. Po chwili leżałem w ciemnym kącie jaskini, śmierdziało tutaj stęchlizną a niedaleko dało się usłyszeć ciche chlipanie. Podniosłem się i zauważyłem Terre. Miałem ochotę do niej podbiec, jednak gdy zobaczyłem jakiegoś wilka zatrzymałem się, nie zauważył mnie jeszcze.
(Terra? D: )
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz