wtorek, 30 września 2014

Od Akumy CD Juliette

-A więc to, jest ten cały ''ból'' - oblizałem językiem rankę - nie wiem czemu rozpaczacie gdy coś was boli, to jest...podniecające!
Zaśmiałem się cicho jednak po chwili opamiętałem się i spojrzałem na tą waderę. Jak ona śmiała się na mnie rzucić? Nie będzie mnie straszyć swoją marną, uśpioną Boginią. Prychnąłem po czym ruszyłem w jej stronę, zamierzając ją zatłuc. Zanim się spostrzegłem, jakiś bezmyślny smok złapał mnie za kark. Poczułem chrupnięcie w karku. Po chwili bezwładny upadłem na ziemię, nie mogłem ani oddychać, chociażby zamrugać...U nich nazywa się to śmiercią.
-Niemożliwe..wystarczyło po prostu skręcić mu kark!? - Juliette wstała i zaczynała zbliżać się do mojego bezwładnego ciała
-Nie! - Kanban próbował do niej podnieść jednak było za późno
Jedna z moich masek zaczęła się świecić, po chwili zacząłem lewitować a następnie stałem z nienaturalnie przekrzywionym łbem. Wygiąłem łapą głowę, słysząc kolejny trzask. Uśmiechnąłem się ze spojrzeniem wpatrzonym w trawę. Kiedy przeniosłem jednak swój wzrok na waderę, wyczułem jej strach. Oni naprawdę sądzili, że mnie zabiją czymś takim?
-Chyba źle mnie oceniliście - powiedziałem milutkim głosikiem
-Co masz na myśli - Kanban warknął
-Myślicie, że jestem taki słaby...- spojrzałem na basiora a moje oczy przybrały czerwoną barwę, byłem gotowy kogoś zabić..nie ważne czy to będzie ten smok, czy ta wadera...ktoś zaraz zginie.
Kiedy miałem już użyć znaku na tym gadzie, poczułem że jakiś znak został na mnie użyty. Warknąłem spojrzawszy na Kanbana. Przez jego cholerne sztuczki nie mogłem użyć żadnego znaku..jednak jest głupszy niż myślałem. Rozbiłem jego znak na tysiąc kawałeczków po czym zacząłem się śmiać.
-Mylisz się - Kanban uśmiechnął się, ten uśmiech..był tak obrzydliwie nienawistny - to ty jesteś głupi..Myślisz że możesz mi się sprzeciwiać!? Prawda jest taka, że musisz się mnie słuchać - jego oczy błysnęły a ja poczułem ukłucie...gdzieś tam w środku - Dobrze o tym wiesz, nieprawdaż? Dopóki będę posiadał duszę, masz się mnie słuchać...przecież to dlatego moi rodzicie poświęcili życie zarówno swoje, jak i mojego rodzeństwa...
Przez chwilę wpatrywałem się w basiora z niedowierzaniem. Jednak po chwili zacząłem się głośno śmiać.
-Masz rację, Kanbanie. Jednak wiedz, że prędzej czy później ulegniesz temu uczuciu i zdobędę twą duszę. A tedy nie uratujesz już tej wadery - oblizałem pazury

(Juliette?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz