sobota, 13 września 2014

Od David`a / Kanban`a - Katastrofa

Spoglądając na bezchmurne niebo złapałem Hanę za łapę. Kiedy wadera spojrzała na mnie, uśmiechnąłem się, dzień jakich wiele. Piękny i słoneczny, pomimo tego że była już jesień, było gorąco jak w lecie. Spojrzałem się na swojego smoka, ten siedząc 30 metrów dalej zamaczał ogon w wodzie. Dzisiaj był wyjątkowy dzień, każdy w Klanie wody, bez wyjątków był na plaży. Słysząc śmiechy szczeniaków i rozmowy dorosłych, miałem ochotę się rozpłakać ze szczęścia. Kiedy kilkanaście lat temu, zakładałem ten Klan, nie sądziłem że kiedykolwiek zobaczę coś takiego. Nikt nie był dzisiaj smutny, każdy cieszył się dzisiejszym dniem...ciekawe czy jutro będzie tak samo.
-David - Hana złapała mnie za ramię wstając z niepokojem
Wzrok miała wlepiony przed siebie i wyglądała na przerażoną, spojrzałem w tamtym kierunku i mnie zatkało. Po chwili każdy z Klanu Wpatrywała się w jakiś dym. Po chwili ziemia zaczęła drżeć i ogromne fale zaczęły wypływać na brzeg. Wszystko stało się tak szybko, trzy szczeniaki bawiące się ówcześnie na plaży nie zdążyły dobiec do rodziców, więc po chwili ogromna fala wciągnęła je do morza. Szczeniaki, nie obdarzone żadnymi magicznymi mocami, po prostu utonęły. Krzyki i wrzaski wilków roznosił się po całym Klanie, Hana zachwiała się a po chwili upadła na ziemię, złapałem ją za łapę i podciągnąłem w górę.
-Nic Ci nie jest!? - krzyknąłem aby mnie usłyszała
-Nic - powiedziała a z jej uszu zaczęła lecieć krew
Już miałem coś powiedzieć kiedy poczułem coś mokrego i lepkiego na swoim pysku, dotknąłem tego łapą po czym przyjrzałem się tej ''substancji''. Była to krew. Każdemu lała się teraz obficie krew z uszu, a niektórym nawet z oczu. Chciałem już złapać Hanę za łapę i z nią stąd uciec, kiedy zauważyłem że jej nie ma. Cholera, tłum rozbieganych wilków musiał ją przepchać gdzieś do tyłu. Biegnąc zauważyłem nadciągającą w oddali, połyskującą, zieloną mgłę. Przystanąłem wpatrując się w nią, była piękna. Powoli zmierzając w jej kierunku, słyszałem jak ktoś mnie woła po imieniu. Zignorowałem to po czym dotknąłem łapą mgły. Minęło kilka sekund zanim zacząłem czuć szczypanie, cała moja łapa była teraz w dziwnych bąblach. Krzycząc z bólu chciałem uciekać, jednak byłem już cały w tej mgle, straciłem władzę w łapach po czym upadłem na kamienie.

---------------

Śmierć, czułem ją z daleka. Jednak pierwszy raz, czułem tak wiele, oddalających się dusz. Co się stało? Sam właściwie nie rozumiem, wiem tylko tyle że w pewnym momencie moje oczy ''przewróciły'' się na drugą stronę i zemdlałem. A obudziłem się z zakrwawionymi oczyma. Przemierzając tereny Klanu Everything, co chwilę mijałem martwych dorosłych, szczeniaki czy też starców. Większość z nich znałem, a właściwie wszystkich, to oni przez te wszystkie lata się nade mną znęcali, jednak było mi ich żal. Nikt nie zasługuje na taki los, a oni tego nie rozumieli. Miałem jedynie nadzieję że Juliette przeżyła, teraz tylko to się dla mnie liczyło. Nie mogłem nigdzie znaleźć jej ciała, może to i lepiej, może ocknęła się tak jak ja i schowała się gdzieś?
-Juliette!? - zawołałem a mój głos odbił się od drzew, nikt mnie nie usłyszał...
Czyżbym tylko ja przeżył w tym durnym Klanie? Nie, to niemożliwe,,nie..nie chcę być już więcej samotny. Moje oczy stopniowo zalewały się łzami, widząc wszystko rozmazane, w oddali ujrzałem jakąś sylwetkę. Zdziwiony otarłem łzy i pobiegłem w kierunku tego czegoś. Po chwili zorientowałem się że był to szczeniak, chwiejący się na łapach. Podbiegłem do niego i złapałem kiedy ten upadał już na ziemię, z brzucha wystawało mu..''coś''. Spojrzał na swoją ranę po czym zaczął płakać.
-Spokojnie, nie płacz - wyszeptałem
Wywołałem znak leczenia, który miał wyleczyć szczeniaka. Jednak jakaś dziwna moc sprawiła że znak odbił się od dziecka, sprawiając że zamiast mu pomóc, znak go dobił.
Czy tak ma teraz wyglądać nasze życie? Zostaliśmy zdziesiątkowani...

1 komentarz: